W górę

Proza poetycka

ŚRODA

Stoję nieruchoma. Nigdzie się przecież nie śpieszę. Z nikim nie jestem umówiona. Stoję. Patrzę przez okno mojego mieszkania. Spoglądam na świat. A ten w zależności od ruchu firanki jest albo widoczny , albo nie.  Zasłania go koronka babci. Czy tez byłaś sama, bez odpowiedzi? A może nie odważyłaś się nawet pytać. Stoję i oddycham rytmem ulicy, aby nie zakłócić równowagi wszechświata. A mój mąż? Co powiedziałby mój mąż? Ach tak. Zostawił mnie przecież przy tym cholernym oknie. Gdyby nie przeciąg, to nie wiedziałabym nawet, że odszedł. To on sprawił, ze zesztywniałam i patrzę na świat, i dotykam Twojej firanki. Przeciąg. Mówi się , ze niezdrowo w nim stać. Zrobiło się ciemno. Za oknem słychać czasem kroki w wielkim pospiechu. Śpieszą się do domu, może będzie je ktoś dzisiaj kochał. Jasno. Ruch na ulicy osiągnął swój szczyt. Ale firanka przysłania mi świat. Nie mam siły jej odsunąć. Nie mogę się ruszyć. Wczoraj. Co stało się wczoraj? Chce zebrać myśli. Ale nie mogę. Pusto. Na ulicy, w mojej głowie. Ciemno. Strach myśleć nie pozwala. Bo zanurzyć trzeba będzie się w mętnej wodzie, a ta nie zmyje żadnych niejasności. Tylko się w niej utopię. Patrzę przez okno. Firanka była łaskawa. Cudze życie na ulicy daje zapomnienie. Myśląc o wczorajszym dniu, a może to już było przedwczoraj, musiałabym zadać sobie trud i pomyśleć o całym moim życiu. A czy mam na to ochotę? A co było dobre, a co złe? Kiedy zdradziłam samą siebie, kiedy zawiodłam, czy coś mi się udało? Powinnam była ustąpić, jeszcze raz, zapomnieć czego pragnęłam? Dla kogo? Po co? Czy ktoś pytał czy jestem szczęśliwa, zastanawiał się co czuję? Gdyby tak można wrócić czas. Zmienić siebie, jego, otoczenie. Na nowo się narodzić, z gwarancją na udane życie. A jednak niemożliwe. Co dla jednego udane, dla innego jest męczarnią. Byłoby w tym mało sensu, gdybyśmy wszyscy byli powieleni. Jaki sens miałoby istnienie. Nie będę rozgrzebywać ani tego dnia, zeszłego poniedziałku, ani wakacji sprzed roku. Zacznę natychmiast żyć. Teraz, do przodu. Najpierw powoli z garbem przeszłości, ciężarem błędów, bez recepty na dobre jutro. Bezsilność będzie podstawiać mi nogę, tęsknota będzie przyśpieszać mój oddech, samotność przygniatać i śmiać się prosto w oczy. Ale czy ma to znaczenie? Teraz przecież będzie chodzić tylko o mnie...