zamyślenia
Za horyzontem Słońce leniwie wznosiło się ku niebu. Maleńki nosiciel światła, nazwany przez kogoś promieniem bezczelnie rozdarł kotary nocy, by odsłonić drogę swym świetlnym kamratom. Światło bezczelnie wkroczyło do pokoju, obijając się o błękit poradlonych ścian. Wskazówki zegara spotkały się znowu w tym samym miejscu, by muskać ustami zardzewiały mechanizm dnia. Brzdęk zegarka wyrwał mnie ze snu. Ten sam brzdęk, ktory niegdyś zawijał kołdrę wokół aksamitu jej ud. Nasze spojrzenia spotykały się zawsze, gdy czułem aksamit jej skóry tuż obok siebie. Bliskość jej ust, choć na chwilę pozwalała mi zapominać o rękawicach, jakie los rzucał mi pod nos każdego dnia. Zapach jej perfum unosił się w powietrzu. Nigdy nie zapomnę poranków, kiedy bezszelestnie wymykała się z łóżka, opuszczając na chwilę nasz mały, prywatny świat. Budziła mnie zawsze herbatą i pocałunkami. Parująca herbata do dziś budzi we mnie emocje. Nasz azyl pozostał gdzieś w nas...