W górę

OKAZYWANIE UCZUĆ

Komentarze

dodaj własny komentarz

Maciek

wysłano: 22:21,8 sierpień 2008

Miłości trzeba uczyć od maleństwa tak samo jak chodzenia, dobrego zachowania, czytania i wielu, wielu innych spraw, a najlepszą nauką jest własny przykład .
Odpowiedz na ten komentarz
halszka

wysłano: 22:58,8 sierpień 2008

Witaj Maćku na mojej stronie. Cieszę się bardzo, że zajrzałeś. Pusto tu jeszcze i nie do końca tak jak trzeba, ale powoli stronka zaczyna żyć... Masz rację, miłości trzeba uczyć od dziecka. Tylko tak niewielu potrafi kochać, a co dopiero uczyć tego swoje dzieci... Trudne to... Pozdrawiam serdecznie:-)
Odpowiedz na ten komentarz
Julia

wysłano: 13:33,13 sierpień 2008

Okazywanie uczuc to nauka milosci. A na nia nigdy nie jest za pozno. Najwazniejsze to wiedziec, ze jest komu to magiczne slowo powiedziec. Ze ktos bedzie czul tak jak my.
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka

wysłano: 6:8,16 sierpień 2008

Tak, to prawda, najważniejsze by móc komuś to przekazać, nauczyć... Najważniejsze by ktoś odczuwał podobnie...
Odpowiedz na ten komentarz
Liliana

wysłano: 6:18,23 wrzesień 2008

Halszko moja kochana:) Pisze u Ciebie pierwszy komentarz, jestem zauroczona Twoja strona, zdjeciami Janka i wogole wszystkim... Czesto mamy problem z okazywaniem uczuc, boimy sie ich coraz bardziej. Nie wolno byc zbyt ekspresyjnym, bo wydajesz sie podejrzany, albo nacpany, jak jestes przygaszony, badz malomowny, to uchodzisz za gbura itp, itd! W malzenstwie, czy partnerstwie, tak jak piszesz, trudno utrzymac te sama cieplote uczuc przez cale zycie! Jaki z tego wniosek? Trzeba sie nauczyc dostosowywac uczucia do sytuacji, zaglowac nimi, jednak wylacznie pod warunkiem, ze nie zatraca sie wlasnego ego i swojej tozsamosci. Usciski wielkie.
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka

wysłano: 14:59,23 wrzesień 2008

Kochana Lilu, cieszę się bardzo, że do mnie trafiłaś:-) To dla mnie zaszczyt gościć Cię na swojej stronie. Z uczuciami bywa bardzo różnie, ale niepokoi mnie bardzo coraz rzadsze ich okazywanie. Ludzie nie potrafią okazywać uczuć, wstydzą się, uważają, że to śmeszne, a w domu cichutko płaczą w poduszkę...
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko:-)
Odpowiedz na ten komentarz
mag

wysłano: 19:1,30 wrzesień 2008

to, co napisałaś jest niesamowite. jest ciepłe i widzę w tym wszystko, czego szukałam. od dawna czekałam na miejsce, gdzie byłyby odzwierciedlone moje problemy. nie wiedziałam, że można tak subtelnie.

'w tym domu
kiedy jej matka
powiedziała kocham
uciekła do niego przez okno'


płakałam.
dzięki, mimo wszystko.
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka

wysłano: 13:57,3 październik 2008

Dziękuję... Cieszę się, że do mnie trafiłaś...
Odpowiedz na ten komentarz
Anita

wysłano: 12:31,3 październik 2008

Witam.
U mnie w domu byly dwa swiaty.. z jednej strony kochajacy rodzice, zas z drugiej nienawisc, zdystansowanie i chlod starszej siostry, przejawiajace sie w kazdej sytuacji.. mimo tego zawsze bylam ciepla i czula.. nie mialam i nie mam problemow z okazywaniem uczuc.. teraz mam 20 lat i jestem w zwiazku od ponad 2 lat.. moj chlopak opowiadal mi ze z domu nie wyniosl "milosci", lecz bedac ze mna nauczyl sie jej.. nawet nie wiedzial kiedy.. cieszylo mnie to bardzo, bo nie robilam tego swiadomie.. "Owszem w momencie zauroczenia nagle człowiek staje się czuły ale potem wraca do normalnych nawyków. A czułość, dotyk to już "tylko" lub "aż" łóżko... " - odwolujac sie do tego cytatu, moge powiedziec, ze u mnie jest tak w zwiazku.. kiedy sie klocimy i nie widzimy kilka dni, po czym wracamy do siebie, moj chlopak jest znow taki czuly i delikatny.. po dluzszym czasie "wraca do normalnych nawyków".. a ja tak nie chce.. chce zeby zawsze byl czuly.. taki jakiego go poznalam.. wiem ze tez czasem ma gorsze dni.. rozumiem to.. ale taka sytuacja powtarza sie juz kilkanascie dobrych razy.. i z tego wszystkiego juz sama nie wiem czy okazywac mu uczucia tak jak robie to do tej pory, czy byc oschla i zdystansowana (choc nie potrafie tak dlugo), bo podobno to "dziala na facetow" :/ sama juz nie wiem..
Ps.. Bardzo fajna strona :)
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka

wysłano: 14:2,3 październik 2008

Dla kogoś, kto nie wyniósł z domu czułości, ciepła, trudnym jest okazywać uczucia na co dzień. Ale tak nie można żyć, bo w końcu jednostronne okazywanie uczuć ustanie, zawsze tak jest... Co potem? Potem robi się strasznie zimno... Myślę, że najlepiej jest pogadać o tym, zwyczajnie powiedzieć, że to prowadzi do życia obok. Nauczyć? Tak, skoro go nauczyłaś już trochę, nauczysz i tego codziennego okazywania uczyć, bez względu na to, czy żyjecie ze sobą rok, czy dwadzieścia lat... Wciąż rozczulają mnie spacerujący staruszkowie trzymający się za ręce... Przecież tak można, to dlaczego ma nam się nie udać??? Pozdrawiam serdecznie:-))
Odpowiedz na ten komentarz
kamil

wysłano: 6:35,18 kwiecień 2009


Przyznam że od kilku, jak nie od kilkunastu tygodni miałem zamiar napisać 2-3 zwrotki o okazywaniu uczuć, o tym że ludzie boją
się łez, że są głusi na wołania potrzebujących o pomoc, że wciąż za czymś goniąc zapominając o tym, co jest w życiu ważne.
Moim zdaniem, bierze się to głównie z tego co dany człowiek wyniesie z domu jako dziecko (oczywiście nie należy szufladkować,
bo każdy ma prawo wyboru drogi jaką chce kroczyć) aczkolwiek smutno jest patrzeć na to co się dzieje wokół nas.
Co do dzieciństwa to uważam, że to jedne z piękniejszych lat życia; będąc dzieckiem wznosiło się głowę z podziwem patrząc na
dorosłych, a będąc dorosłym po cichu marzy się o tym, by piaskownica i beztroskie życie powróciło... życie jest piękne jak
ten ten włoski film o wojnie, autorstwa Benigniego.
Ostatnio złapałem się na tym, że z braku nowych książek w domu chwyciłem "Opowieści z Narnii" z pokoju siostry, pomyślałem że
poczytam chwilkę i odłoże na miejsce - jednak tak się nie stało. Książki tego typu pozwalają spoglądać na świat oczami dziecka...
"Świat z trzepaka został w szafce na zdjęciach, ale wciąż pielęgnuję w sobie trochę tego dziecka" taki "Leszkowy" cytat,
piekne w pisaniu jest to ze można zatrzymać czas :)
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka

wysłano: 6:9,19 kwiecień 2009

A pamiętasz "Małego Księcia"? Ileż w nim dziecka... Bardzo podobało mi się sprawdzanie dorosłych, czy zostało w nich nieco wyobraźni i wrażliwości dziecka. Pokazywał obrazek i kto powiedział, że to kapelusz, był stracony, a kto widział w tym ryzunku węża Boa który połknął słonia, był wybrańcem. Pięknie jest zachować w sobie coś z dziecka, by nie dać się całkowicie pochłonąć przez pęd za pieniądzem... Uwielbiam opowieści "Pana Kuleczki" Widłaka. Książka dla dzieci? Ależ tak, ale ile dorosły potrafi wyciągnąć z tych książeczek mądrości, aż trudno w to uwierzyć... Każdy moment życia może być piękny, nawet starość, o ile ma się w sobie odrobinę z dziecka:-)
Odpowiedz na ten komentarz
KobietaKot
Wrocław
Polska

wysłano: 17:19,25 listopad 2010

To prawda, o uczuciach trzeba rozmawiać....boże gdybym weszła na Twoją stronę 5mcy temu!!!!! Odeszłam po 10 latach związku, byliśmy zaręczeni od 2 lat i mieszkaliśmy już rok w jego mieszkaniu, które urządzaliśmy...odeszłam, bo miałam dość zimy uczuciowej, która trwała ponad rok, miałam różne myśli, że mnie zdradza, że nie kocha, że się znudził....Podchodziłam całowałam czule a on stał jak słup soli z rękami położonymi wzdłuż ciała...zero pocałunków, jakieś buziaki w czoło jak siostrze, zero przytulania...sex od wielkiego dzwonu...ja się starałam jak cholera, wszyscy faceci dookoła mówili jak pięknie wyglądam a od Niego tego nie słyszałam (kiedyś było inaczej)......próbowałam rozmawiać, ale nie udawało się....minęło 5 miesięcy jak nie mieszkamy razem, był i jest moją miłością...Przepraszał, próbował mnie przekonać że się poprawi a ja nie umiałam mu zaufać, poszłam w ramiona innego, który dał mi to wszystko czego nie dostawałam od Niego, ale nie potrafię pokochać, nie potafię nie wiem czy się uda to odbudować, ale przez ten burdel uczuciowy straciłam całkowicie sens do życia...stopniałam dwa dni temu, gdy usłyszałam po 5 miesiącach odpychania go skutecznego od siebie, że się z kimś spotyka.....moje serce pękło, kocham go tak bardzo ....dlaczego nie zgraliśmy sie w czasie z tym wybaczaniem i wracaniem? dlaczego byłam tak uparta i go odpychałam skoro go kochałam, dlaczego nie walczył o te dwa cholerne dni dłużej?????? dziś napisał mi,że musimy iść do terapeuty, bo on już nic nie wie i ktoś nam musi to wytłumaczyć...Trzeba rozmawiać choćby na siłę, wiem, że za mało wierciłam w temacie, mogłam zrobić mu awanturę a nie upominać, że potrzebuje więcej czułości, trzeba rozmawiać!!!!!!
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka
Halszka
Naperville
USA

wysłano: 17:45,25 listopad 2010

O uczuciach trzeba rozmawiać, to czasem boli, czasem zawstydza, czasem... Tylko bez tego człowiek przestaje rozumieć, gorzknieje, w końcu odchodzi... Wiesz, to co napisałaś dotyczy wielu kobiet, tylko jedno mnie w tym wszystkim niepokoi... Dlaczego Ty ciągle walczyłaś a on nie... Związek musi być równoważnią... Nie można tylko dawać bo kiedyś, choćby po dwudziestu latach, czara goryczy pęknie... Życzę Wam dużo wspaniałych rozmów, dużo wspaniałych dni i nocy... Dużo zrozumienia i miłości... Pozdrawiam serdecznie:-)
Odpowiedz na ten komentarz
KobietaKot
Wrocław
Polska

wysłano: 18:16,25 listopad 2010

Dziękuję Ci Halszko Kochana....bardzo mi pomaga pisanie z innymi, ostatnio chyba mnie depresja łapie stad tez moja gotowość do spotkania z terapeutą, ale chciałabym żeby i On się wygadał i uleczył, a ja mu pomogę jeśli będzie jeszcze chciał ....bo go odtrącałam i to w okrutny sposób, obnosząc się tym że jestem z innym i jest mi dobrze ...nie sądziłam, że jestem zdolna do takiego uporu, teraz żałuję, że nie zmiękłam wczesnie....ale może wczesniej nie chciałby pójść na terapię......Myślę, że problem tkwi w jego Mamie, która nie okazywała nigdy uczuć swojemu mężowi, dzieci kocha bardzo i to widać, ale kiedyś powiedziała na głos że ona nigdy swojego męża nie kochała ale jest z nim, bo jest jej dobrze...okropne to było słyszeć od matki ukochanego, ona sama nie wyniosła miłości z domu bo jej ojciec porzucił jej matkę z dwójką małych dzieci.....Ostatnio spytałam go dlaczego nie chciał się ze mną całować? Czy widział swoich rodziców jak się całują (moi pomimo 40 letniego stażu całują się namiętnie- rozwala mnie taki widok!!! :D )...spytał mnie wtedy: a czy Ty kiedykolwiek ich widziałaś jak się całują? Jego tato zawsze próbował się zbliżyć do matki, która jest soplem...może dlatego nie czułam, że mnie akceptuje...była miła dla mnie ale czułam się nieswojo w jej towarzystwie...kiedyś zraniła mnie do żywego (może nieświadomie), przy mnie i swojej koleżance powiedziała, że ona to nie chce być jeszcze babcią......strasznie mnie to zabolało....tak bardzo chciałam mieć z nim dziecko (on z reszta też chciał)....Wiesz on w ciągu roku dostał mieszkanie urządził je całkowicie dzięki pieniądzom ojca, zamieszkaliśmy razem, jadłam już kwas foliowy, który sam mi kupił w wiadomej sprawie, monotonia dnia codziennego,dla mnie to nie była monotonia....gdzieś się zagubił i tak to nazywa....nie wiem już co mam myśleć o tym wszystkim, ja potrzebowałam tylko czułości pocałunków i przytulenia, nie zagłaskania i zacałowania, chciałam tylko ludzkiego przytulenia i chyba dlatego tak szybko poleciałam w ramiona innego mężczyzny, bez mrugnięcia okiem, na drugi dzień po wyprowadzce z naszego mieszkania...byłam tak samotna, że gdy ktoś mnie przytulił tak po ludzku i pocałował, odleciałam......Nie wiedziałam, że potrafię tak przeżywać zbliżenie z drugim człowiekiem, orgazmy przez duże "O"!!!! z Nim nigdy nie doszłam, bo przez brak pocałunków czułam tak jakbym była dziwka, z którą można uprawiać sex ale bez zbędnych czułości........Czy ja go tej czułości będe umiała w ogóle nauczyć? Czy ja mam walczyć o ta miłość? Bo skoro byłam z nim przez 10 lat i nigdy przenigdy go nie zdradziłam, nawet przez ten rok zimy, sama siebie dokochiwałam, dopieszczałam...tak bardzo go kochałam...tesknię za moim życiem, za moją kuchnią za wanną, tęsknię za nim, za wspólnymi wypadami do kina lub za znajomymi, których do siebie zapraszaliśmy (jestem typową "kobietą matką", która kocha opiekować się swoimi bliskimi, domem, kocha gotować)...co ja mam zrobić?.....pobyć sama? o torturo...tak wiem, nie potrafię być sama.....najgorsze jest to, że po obserwacjach otoczenia dochodzę do wniosku, że "wredne suki "mają lepiej w życiu, nic nie czują niczym się nie przejmują, brną do przodu, ale ja nie potrafię być taka, jestem jak moja mama i moja siostra jestem "Kobietą Matką" :)
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka
Halszka
Naperville
USA

wysłano: 19:37,25 listopad 2010

Kobiety Matki trafiaja zwykle na zimnych mezczyzn, bo znajomosc zaczynaja od okazywania uczuc, od kochania i nie zwracania uwagi kto daje wiecej... Dom rodzinny... No coz, sprawdza sie bardzo czesto to powiedzenie "Chcesz wiedziec jak bedzie wygladalo Twoje malzenstwo za dwadziescia lat? Zobacz jak zyja jego rodzice..." To wciaz sie powtarza, a kobiety pelne nadziei walcza, az same nie zrozumieja, ze walka jest daremna. Czy jest nadzieja? Ona zawsze jest, problem tkwi w tym jak bardzo Twoj mezczyzna bedzie chcial sie zmienic i czy ta codziennosc nie przytloczy go znowu... Kazdy czlowiek ma wlasne doswiadczenia i wlasny kielich goryczy, ktory musi wypic zanim zrozumie, nauczy sie, doceni. Kazdy jest inny, kazdy potrzebuje nadziei i czasem upadku na dno... Wiesz, Prus w lalce napisal bardzo madre slowa..."Czlowiek jest jak ćma, rwie się do ognia, choć wie, że w nim zginie, że się w nim spali, człowiek robi to dopóki nie oprzytomnieje i tym różni się od ćmy.."
Odpowiedz na ten komentarz
KobietaKot
Wrocław
Polska

wysłano: 16:59,29 listopad 2010

Witaj Halszko!
Nie było łatwo dojść do tego, do czego doszliśmy dziś razem, rozmawiając ze sobą..... Doszliśmy do wniosku, że to nie nasza wina, że się kochamy ale nie potrafimy ze sobą być....Wiem, że gdybyśmy teraz do siebie wrócili, to byłaby katastrofa, bo ja chciałabym mieć dziecko, a on chciałby szaleństwa i wolności...Doszliśmy razem do wniosku, że spotkaliśmy się jako bardzo młodzi ludzie i czas zapełniony zabawą ukrył te nasze różne osobowości (zbyt różne, by mogły spokojnie żyć ze sobą 24h) i że teraz oto stając prze życiem dorosłym, każde z nas miało inne cele. Przeprosiliśmy się nawzajem, on za to że się odsunął ja za to, że byłam okrutna roztrząsając mój ból na forum naszych znajomych. Znajomych także przeprosiłam. W czwartek idę do psychologa podleczyć moją duszę i serce, tak bym mogła zostać jego przyjaciółką a on moim przyjacielem i myślę, że jest to możliwe, bo kochamy się ale nasze światy są różne i nie mogą się połączyć by stanowić kosmos. Tak to już jest. Dziękuję Ci Halszko za mądre słowa i za pomoc. Idę patrzeć w przyszłość, nie spoglądając na to co było złe. Pozdrawiam i Ściskam Marta
Odpowiedz na ten komentarz
Lodowiec

wysłano: 0:25,9 grudzień 2008

Witam!
Czytając komentarze na tej stronie łzy mi same nachodzą do oczu. Jestem jedną z tych osób które nie potrafią przez dłuższy czas okazywać miłości partnerowi. Mamy syna i on jest dla mnie całym światem. Staram się mu na każdym kroku mówić że go kocham i mu to okazywać z wzajemnością (na szczęście). Nie jest to "zła miłość" (ograniczająca). Taka normalna. Niestety nie potrafię okazywać takiej mojemu partnerowi. Sama pochodzę z rozbitej rodziny gdyż moi rodzice rozwiedli się kiedy ja miałam 7 lat. Wcześniej byłam córeczką tatusia choć on mi miłości nie okazywał. Później moja mama była zapracowana i również nie okazywała mi i mojej siostrze uczuć. Już kilka razy rozmawiałyśmy na ten temat że nasz "chłód" w związkach ma na pewno podłoże braku miłości w dzieciństwie. Teraz mam wielki problem. Jesteśmy od jakiegoś czasu osobno z moim partnerem. Wielokrotnie mieliśmy zgrzyty w związku z okazywaniem uczuć. Ja często mu tłumaczyłam że mam mury, że boje się że zostane zraniona, że to normalne iż po kilku latach bycia razem nie okazuje się uczuć tak jak na początku. To były tylko wymówki. Nie chciałam być zraniona. Nie raz było tak że nie mogłam na niego liczyć więc "Jak nie możesz liczyć na kogoś licz na siebie" i tak właśnie robiłam. Wolałam być "silna" i liczyć na siebie. I teraz mam problem. On jest gdzieś tam ja tu. Na pewno po części z mojej winy to wszystko tak się poukładało. Ale co teraz. Jak nauczyć się kochać? Jak przekazać synowi że ważne jest okazywanie miłości aby nie zrobił tego samego błędu co ja?
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka

wysłano: 6:43,12 grudzień 2008

To bardzo trudne, bo to co mamy w środku, mimowolnie przechodzi na nasze dzieci... To, co przeszło na moją córkę jest czymś, czego nigdy nie miałam w domu, ale syn nie przejął tego, skrył się za swoimi myślami... Czy uda się go jakoś przyzwycaić do okazywania uczuć? Nie wiem, czasem przytuli sie z nienacka, ot tak, po prostu... Ale czy potrafi tak na dłuższą metę? Nie wiem... Kiedy był dzieckiem potrafił... teraz, hmmm teraz nie jest już dzieckiem... Pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że trafiłaś na moją stronkę...
Odpowiedz na ten komentarz
Młoda.

wysłano: 20:8,14 marzec 2009

kocham Cię Skarbie ;**

-Karolek ;*
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka

wysłano: 20:48,15 marzec 2009

Nie znam Cie (nie wiem kim jesteś) ale zawsze cudnie być kochaną:-)))
Odpowiedz na ten komentarz
irena solecka

wysłano: 13:31,1 czerwiec 2009

kocham cię
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka

wysłano: 3:3,2 czerwiec 2009

Slicznie dziekuje za uczucie:-))
Odpowiedz na ten komentarz
Michal

wysłano: 16:55,9 czerwiec 2009

Dzieciom najwiecej milosci trzeba okazac w dziecinstwie..wtedy to wlasnie poznaja to uczucie i w dalszym zyciu umiejetnie je wykorzystuja..obdarowuja nim tylko tych ktorzy sa tego warci a za razem potrafia podnosic na duchu tych ktorzy maja chwile zwatpienia (sadza ze nie spotkaja milosci). "Dorosly czlowiek ma wielkie trudnosci z okazywaniem milosci gdyz sam w dziecinstwie jej nie zaznal "...i sadze ze gdy ta "druga polowa" bedzie go kochala to on i tak nie zrozumie tego tak doglebnie. mozna tez myslec ze skoro nie umie okazywac uczuc to nigdy sie z nikim nie zwiarze i nie zazna prawdziwej milosci. Ale jezeli umiemy myslec..pozytywnie myslec to sadze ze jestesmy w stanie nauczuc sie milosci i tego w jaki sposob ja okazywac wszystkim ludziom.Pozdrawiam
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka

wysłano: 6:51,13 czerwiec 2009

Nauka miłości, kiedy nie zaznało się jej w dzieciństwie, kiedy nie umie się okazywać uczuć, jest bardzo trudna. Nie mówię, że niemożliwa, jest po prostu trudna. Wiele moich obserwacji i doświadczeń sprowadza się do tego, że w pierwszym momencie zakochania jest to łatwiejsze, potem ludzie wracają do swoich starych przyzwyczajeń i trzymanie za rękę przeszkadza, objęcie czy przytulenie jest niepotrzebne, a miłe słowo nawet nie przyjdzie do głowy... Można powiedzieć "Czym skorupka za młodu nasiąknie..." Wiem, że tak nie musi być, ale to dzieciństwo to jednak bardzo, bardzo ważny okres w życiu człowieka. Dziękuję za komentarz i zapraszam częściej:-)
Odpowiedz na ten komentarz
Maja
Maja
Lublin
Polska

wysłano: 16:11,30 październik 2009

Przepiękne !

__________________
Maja
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka
Halszka
Naperville
USA

wysłano: 3:28,31 październik 2009

Maju, twoje słowa uskrzydlają...
Odpowiedz na ten komentarz
selena
selena
rotterdam
holandia

wysłano: 11:20,9 listopad 2009

No udało się.Piękny post Misieńko. Tulę bardzo cieplutko.Okazywanie uczuć nic nie kosztuje a tak wiele znaczy.
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka
Halszka
Naperville
USA

wysłano: 5:30,2 grudzień 2009

Witaj Seleno:-) Cieszę się, że jesteś:-))
Odpowiedz na ten komentarz