„... - i wówczas Małej wydawało się, że przez ułamek sekundy w oczach jej Opiekunki mignęło coś dziwnego, coś, co nazywa się Miłością i co Dziecko znało jedynie instynktownie. Ale samo dziecko nie umiało tego odczuć ani odpowiedzieć spojrzeniem - gdyż nikt nigdy nie przytulił go, nie pocałował, nie pogłaskał po jasnych włosach. Więc Dziecko nie wiedziało, że Miłość jest czymś, co rozjaśnia wnętrze Człowieka”.
(Dorota Terakowska - „Córka czarownic”)
Czasem wydaje mi się, że okazywania uczuć trzeba uczyć się od dziecka, a codzienne dotknięcie, czy przytulenie, to coś, co wynosi się z domu tak jak przyzwyczajenia do kuchni mamy, jej najlepszych na świecie naleśników i szarlotki, która nam nigdy nie wyjdzie taka sama jak jej... Jeśli nie usłyszymy z ust mamy czy taty "kocham Cię" nie będziemy umieli im tego powiedzieć. Ani im, ani swojemu chłopakowi, potem mężowi, ani pewno i własnym dzieciom. Zakrywamy się parawanem oczywistości tego faktu. Czasem patrzę na tych młodych zakochanych, trzymających się za ręce. Patrzę i na tych o te pięć lat starszych. Gdzie te ręce? Jakoś tak każdy osobno, choć razem... Owszem w momencie zauroczenia nagle człowiek staje się czuły ale potem wraca do normalnych nawyków. A czułość, dotyk to już "tylko" lub "aż" łóżko... Czasem manifestowanie uczuć przekracza granice dobrego wychowania czy smaku i jest krępujące dla pozostałych ludzi będących w danym miejscu publicznym, bo o takim właśnie piszę. Tak szybko i namiętnie wybucha i równie szybko się kończy, przechodząc często wielkim skokiem do nienawiści. A można przecież tak delikatnie i spokojnie okazywać sobie uczucia całe życie. Można? A może to utopia? Może jakaś taka straszna niemożliwość, bo okazywanie uczuć delikatnym pocałunkiem, przytuleniem, trzymaniem za rękę musi wejść w nawyk. Być czymś tak naturalnym jak codzienne posiłki. Musi być pewnym odruchem przejętym naturalnie od rodziców i pielęgnowanym potem dalej w życiu. Często nie zdajemy sobie sprawy jak ważne w życiu jest dzieciństwo. Jak bardzo ważne jest ciepło drugiego człowieka w tym zimnym i często złośliwym świecie...
* * *
- kocham cię mamusiu
zdumione oczy babci śledzą
odkładaną słuchawkę telefonu
w tym domu
nie mówiło się kocham
w tym domu
kiedy jej matka
powiedziała kocham
uciekła do niego przez okno
zawsze była inna
kochała za bardzo
a teraz ta mała
lat naście a jednak
potrafi wypowiedzieć
...
promyk nadziei w dziecięcych oczach
zmiękcza i oświetla świat
miłością tak naturalną
jak życie
| Maciek |
wysłano: 22:21,8 sierpień 2008
Miłości trzeba uczyć od maleństwa tak samo jak chodzenia, dobrego zachowania, czytania i wielu, wielu innych spraw, a najlepszą nauką jest własny przykład .
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| halszka | ![]() |
wysłano: 22:58,8 sierpień 2008
Witaj Maćku na mojej stronie. Cieszę się bardzo, że zajrzałeś. Pusto tu jeszcze i nie do końca tak jak trzeba, ale powoli stronka zaczyna żyć... Masz rację, miłości trzeba uczyć od dziecka. Tylko tak niewielu potrafi kochać, a co dopiero uczyć tego swoje dzieci... Trudne to... Pozdrawiam serdecznie:-)
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Julia |
wysłano: 13:33,13 sierpień 2008
Okazywanie uczuc to nauka milosci. A na nia nigdy nie jest za pozno. Najwazniejsze to wiedziec, ze jest komu to magiczne slowo powiedziec. Ze ktos bedzie czul tak jak my.
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Halszka | ![]() |
wysłano: 6:8,16 sierpień 2008
Tak, to prawda, najważniejsze by móc komuś to przekazać, nauczyć... Najważniejsze by ktoś odczuwał podobnie...
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Liliana |
wysłano: 6:18,23 wrzesień 2008
Halszko moja kochana:) Pisze u Ciebie pierwszy komentarz, jestem zauroczona Twoja strona, zdjeciami Janka i wogole wszystkim... Czesto mamy problem z okazywaniem uczuc, boimy sie ich coraz bardziej. Nie wolno byc zbyt ekspresyjnym, bo wydajesz sie podejrzany, albo nacpany, jak jestes przygaszony, badz malomowny, to uchodzisz za gbura itp, itd! W malzenstwie, czy partnerstwie, tak jak piszesz, trudno utrzymac te sama cieplote uczuc przez cale zycie! Jaki z tego wniosek? Trzeba sie nauczyc dostosowywac uczucia do sytuacji, zaglowac nimi, jednak wylacznie pod warunkiem, ze nie zatraca sie wlasnego ego i swojej tozsamosci. Usciski wielkie.
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Halszka |
wysłano: 14:59,23 wrzesień 2008
Kochana Lilu, cieszę się bardzo, że do mnie trafiłaś:-) To dla mnie zaszczyt gościć Cię na swojej stronie. Z uczuciami bywa bardzo różnie, ale niepokoi mnie bardzo coraz rzadsze ich okazywanie. Ludzie nie potrafią okazywać uczuć, wstydzą się, uważają, że to śmeszne, a w domu cichutko płaczą w poduszkę...
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko:-) |
| Odpowiedz na ten komentarz |
| mag |
wysłano: 19:1,30 wrzesień 2008
to, co napisałaś jest niesamowite. jest ciepłe i widzę w tym wszystko, czego szukałam. od dawna czekałam na miejsce, gdzie byłyby odzwierciedlone moje problemy. nie wiedziałam, że można tak subtelnie.
'w tym domu kiedy jej matka powiedziała kocham uciekła do niego przez okno' płakałam. dzięki, mimo wszystko. |
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Halszka | ![]() |
wysłano: 13:57,3 październik 2008
Dziękuję... Cieszę się, że do mnie trafiłaś...
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Anita |
wysłano: 12:31,3 październik 2008
Witam.
U mnie w domu byly dwa swiaty.. z jednej strony kochajacy rodzice, zas z drugiej nienawisc, zdystansowanie i chlod starszej siostry, przejawiajace sie w kazdej sytuacji.. mimo tego zawsze bylam ciepla i czula.. nie mialam i nie mam problemow z okazywaniem uczuc.. teraz mam 20 lat i jestem w zwiazku od ponad 2 lat.. moj chlopak opowiadal mi ze z domu nie wyniosl "milosci", lecz bedac ze mna nauczyl sie jej.. nawet nie wiedzial kiedy.. cieszylo mnie to bardzo, bo nie robilam tego swiadomie.. "Owszem w momencie zauroczenia nagle człowiek staje się czuły ale potem wraca do normalnych nawyków. A czułość, dotyk to już "tylko" lub "aż" łóżko... " - odwolujac sie do tego cytatu, moge powiedziec, ze u mnie jest tak w zwiazku.. kiedy sie klocimy i nie widzimy kilka dni, po czym wracamy do siebie, moj chlopak jest znow taki czuly i delikatny.. po dluzszym czasie "wraca do normalnych nawyków".. a ja tak nie chce.. chce zeby zawsze byl czuly.. taki jakiego go poznalam.. wiem ze tez czasem ma gorsze dni.. rozumiem to.. ale taka sytuacja powtarza sie juz kilkanascie dobrych razy.. i z tego wszystkiego juz sama nie wiem czy okazywac mu uczucia tak jak robie to do tej pory, czy byc oschla i zdystansowana (choc nie potrafie tak dlugo), bo podobno to "dziala na facetow" :/ sama juz nie wiem.. Ps.. Bardzo fajna strona :) |
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Halszka | ![]() |
wysłano: 14:2,3 październik 2008
Dla kogoś, kto nie wyniósł z domu czułości, ciepła, trudnym jest okazywać uczucia na co dzień. Ale tak nie można żyć, bo w końcu jednostronne okazywanie uczuć ustanie, zawsze tak jest... Co potem? Potem robi się strasznie zimno... Myślę, że najlepiej jest pogadać o tym, zwyczajnie powiedzieć, że to prowadzi do życia obok. Nauczyć? Tak, skoro go nauczyłaś już trochę, nauczysz i tego codziennego okazywania uczyć, bez względu na to, czy żyjecie ze sobą rok, czy dwadzieścia lat... Wciąż rozczulają mnie spacerujący staruszkowie trzymający się za ręce... Przecież tak można, to dlaczego ma nam się nie udać??? Pozdrawiam serdecznie:-))
|
| Odpowiedz na ten komentarz |