Świt.
Za oknem słońce leniwie wznosi się nad horyzontem. Parująca herbata swoim ciepłem karmi zziębnięte ściany. Zima białym puchem okryła rozległe doliny. Skulone ptaki kołyszą się na pokrytych lodem gałęziach. Na ustach czuję delikatne dłonie królowej śniegu.
Poranek.
Ciepłym kocem słów owinął moje zimne stopy. Radosne słońce, odsłaniając kotary mroku wdarło się do pokoju. Promienie trzymając się za ręce tańczyły tango na błękitnym parkiecie sufitu. Uśmiechałem się, z uwagą śledząc ich kroki. Na ustach czułem posmak dnia.
Południe.
Wiatr z ciekawością szpera w kosmykach moich włosów. Pijąc herbatę z utęsknieniem spoglądam na dębową szafę mojego dzieciństwa. W dłoniach trzymam mosiężny kluch, którym za chwilę otworzę zakurzone drzwiczki. Klucz zakrzekotał w mosiężnym zamku. Na ustach czuję smak wspomnień.
Popołudnie.
Powoli sącze kawę. Kontur filiżanki rzuca cień na pożółkłe kartki. Błękit nieba rześkim oddechem muska ludzi spacerujących po ulicach. Gwiazdy zza kurtyny patrzą na ten spektakl. Na ustach czuję deszcz.
Wieczór.
W blasku świecy czytam książkę. Słońce skupia na mnie swój tkliwy wzrok. Zmęczone ciało łaknie dotyku. Zapach samotności unosi się w powietrzu. Cisza jedynym przyjacielem. Na ustach czuję zwątpienie.
Noc.
Słowa posłusznie wchodzą do szuflady. Księżyc, żegnając słońce żwawym krokiem wchodzi na scenę. Sen delikatnie całuję poduszkę. Gwiazdy niczym morskie latarnie wskazują drogę zagubionym żeglażom. Na ustach czuję smutek.