W górę

BÓL ISTNIENIA...

BÓL  ISTNIENIA...
zdjęcie - Jan Samek / www.PhotosOn.net

"Spektakl Lupy niepostrzeżenie przekracza granice wyznaczone ramą powieści i staje się dotkliwym traktatem o dziwności istnienia. Właściwie żadnej rzeczy związanej z istnieniem nie można przyjąć spokojnie. Zadziwia wszystko: nasze ciało i ciało drugiego człowieka, nasze nieprzewidywalne reakcje i czyny, nie dająca się niczym wytłumaczyć głupota, zadziwia nas płciowość i seksualność, pożądanie i życie. Jesteśmy absolutnie bezradni wobec naszego istnienia, może nawet bardziej bezradni niż wobec śmierci"

(P. Gruszczyński).

 

Przeczytałam ten fragment i wróciło do mnie przedstawienie. Rzeczysistość przywołuje myśli, odgrzebuje wspomnienia i dawno zapomniane odczucia. Właściwie to wszystko co zrobił Krystian Lupa to właśnie to o czym pisze Gruszczyński. Zadawanie bardzo niewygodnych pytań o życie, o jego duchowy i emocjonalny aspekt.
Każdego człowieka pcha jakieś pragnienie, ono wyznacza jego stany psychiczne. One z kolei są determinowane przez możliwości. Człowiek Lupy cierpi psychicznie, umiera. Tak, umiera bez wyraźnego powodu, jak Weronika z książki P. Coelho, która postanawia umrzeć... Ale człowiek Lupy umiera w okropnych męczarniach psychicznych. O ileż psychiczny ból jest gorszy od fizycznego. Dlaczego ludzie cierpiący psychicznie zadają sobie ból tnac żyły czy okaleczając ciało? Na moment jeden, choć na moment niewielki, zapomnieć o tym psychicznym pożeraczu człowieka... Ból istnienia? Może... Kto to wie, czy istnienie potrafi boleć aż tak ogromnie? Ja myślę, że tak... Nie, ja wiem, ze tak! Bohaterowie Lupy są stawiani przed wyborem. Zwykle godzą się na zasady moralne panujące ogólnie i ogólnie przyjęte. W sobie, w środku swojego człowieczeństwa chowają to coś. Czai się to, czyha na odpowiednią chwilę i wychodzi wreszcie. Wręcz wybucha bólem ogromnym, bezsensem istnienia... Reżyser tak kieruje swoimi bohaterami, że wychodzi wtedy na wierzch to, co głęboko ukryte, wstydliwe, to wszystko co jest tym czlowiekiem. On uzewnętrznia to, uwypukla, pokazuje tak bez znieczulenia. Jego spektakle to godziny, długie bardzo długie 6, 9, 10 godzinne spektakle. Zarzucali  mu nudę, ale ja tego nie czułam w czasie spektaklu. Ta cisza i rzekoma nuda to dla mnie pełen napięcia i walki wewnętrznej spokój. Taki pozorny. Taki, w którym każda komórka jest napięta i myśli, intensywnie myśli, lub czeka na coś, co nadejdzie nieuchronnie, bo nadejść musi... Ta niby nuda i szaleństwo przeplatają się nawzajem. Współuczestniczą w tworzeniu przedstawienia tak niesamowicie emocjonalnego, że właściwie tego się nie ogląda, to się przeżywa... Tylko czy każdy ma odwagę spojrzeć na siebie samego w ten wlaśnie sposób? W końcu to boli... Ciągle boli, a ból wciąż wraca...
Krystian Lupa to niesamowity reżyser. Miał na mnie ogromny wpływ. Na to kim jestem, choć pozornie wcale a wcale nie można tego dostrzec...
 
Przeczytałam ten fragment i te wszystkie myśli tak mi się kłębiły w głowie, kudłaciły i rozczochrywały. W sumie takie pisanie pomaga uporządkować myśli. Pomaga zebrać to wszystko razem i zastanowić się. Ciekawe doświadczenie, choć denerwuje niemożność oddania literkami tego wszystkiego co się czuje i myśli. Jednak to przelewanie myśli na papier, zamienianie na czarne robaczki liter sprawia, że gdzieś po drodze coś umyka, coś się gubi, coś nie dociera...
 
 
***
bezradnie
rozglądam się
nie ma ciebie
nikogo nie ma
jestem sama
do bólu w piersiach
szumu w głowie
hałasu w uszach
jestem sama
w swoim istnieniu
samotna
tak uporczywie
milczysz do mnie
Boże...
Komentarze

dodaj własny komentarz   pokaż wszystkie komentarze

kamil

wysłano: 7:36,23 kwiecień 2009

Piękny cytat, który mi kojarzy się natomiast z kilkoma filmami (owej sztuki niestety nie miałem przyjemności zobaczyć, aczkolwiek z chęcią bym się z nią zapoznał). Przeglądając przeróżne wypowiedzi na temat sztuki, można śmiało zacytować słowa, które usłyszałem w Polsce ("co głowa to słowa) Co do filmów, to na uwagę na pewno zasługują tytuły takie jak "Peaceful Warrior" (tłum. "Siła Spokoju"), "Życie jest piękne" (tak, ten włoski) oraz bez wątpienia kilka pozycji Davida Lyncha, który nieustannie mnie zaskakuje.
Owszem, pisanie pomaga zebrać się w garść - na nowo uporządkować to wszystko w głowie no i ciekawie jest przeczytać taki oto fragmencik po latach patrząc na niego jako osoba trzecia. Pisanie samo w sobie jest niesamowite, tylko czasem przytłacza mnie niemoc liter, które nie mogą wyrazić wszystkiego. Z reguły jest tak, że autor spowija w litery swoje spostrzeżenia i uczucia. Czasami jest smutno, a czasami nie.
Oj, można gdybać...

Trzeba mieć nadzieję, że słowa zostaną po każdym z na. Zauważyłem, że ciężko jest mi cokolwiek - albo się pogorszyłem albo się po prostu "czepiam" Pozdrawiam z nadzieją że inspiracja wróci kiedyś, gdzieś.
k.
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka

wysłano: 5:21,24 kwiecień 2009

Inspiracja wróci, bo pisząc o uczuciach, ubierając je w słowa nie jesteś rzemieślnikiem, ale artystą... Rzemieślnik pracuje w każdy dzień, osiem godzin, artysta pracuje całą dobę - kiedy ma natchnienie...:-) Pozdrawiam serdecznie w oczekiwaniu na nowe teksty:-)
Odpowiedz na ten komentarz
samek

wysłano: 9:31,24 kwiecień 2009

kamil

...Trzeba mieć nadzieję, że słowa zostaną po każdym z na. Zauważyłem, że ciężko jest mi cokolwiek - albo się pogorszyłem albo się po prostu 'czepiam'. Pozdrawiam z nadzieją że inspiracja wróci kiedyś, gdzieś.

'Czepiasz się' Kamilu :) Raz jest lepiej, a raz gorzej. Taka matematyczna sinusoida. Egzystencjalna norma. Rób spokojnie swoje lecz nie na siłę.
Odpowiedz na ten komentarz
Maja
Maja
Lublin
Polska

wysłano: 16:14,30 październik 2009

Przyjaźń rodzi miłośćna pustyni samotności.

__________________
Maja
Odpowiedz na ten komentarz
Halszka
Halszka
Naperville
USA

wysłano: 3:26,31 październik 2009

Tak, przyjaźń daje taką siłę, której nie można zmierzyć ani obliczyć, to siła emocji, która jest w stanie pokonać wszystko...
Odpowiedz na ten komentarz