W górę

Proza poetycka

LIST

LIST

Wiesz Kochany?

Znowu idą Święta. Poczułam to, kiedy spadł pierwszy śnieg. Jakoś tak z dnia na dzień zrobiła się zima, grudzień i następny rok za nami... Kiedyś wydawało mi się, że rok to bardzo, bardzo długo, a teraz myślę, że lata mijają nie z roku na rok, ale po pięć lat na raz. Tak jakoś szybko i niezauważalnie.

Pamiętasz? Mierzyłam wtedy kurtkę, taką puchową cieplutką. Nie chciałam jej kupić, ale podobała mi się. Było zimno, tak jak dzisiaj. Po ulicy jeździły mikołajkowe tramwaje, a wystawy pełne były choinek i kolorowych lampek. Wtedy powiedziałeś... Tak, właśnie wtedy... Trzymaliśmy się za ręce jak para nastolatków, nieśmiało spoglądając na siebie. Kiedy odprowadziłeś mnie do domu nie mogłam trafić kluczem do zamka w drzwiach. Rany, jak ja się wtedy wstydziłam...  A ten pierwszy raz na nartach – pamiętasz? Odchorowałeś mocno tę naszą fanaberię. No i te nasze góry. Właściwie nie widzieliśmy ich w ogóle przez cały tydzień.

Mija następny rok Kochany, a ja nadal nie mogę uwierzyć, że to już tyle lat. Zmieniliśmy się obydwoje, zmienił się świat wokoło. Niektórzy znajomi odeszli, inni pojawili się z nikąd, a my wciąż razem. Wbrew logice, wbrew ludziom i zdrowemu rozsądkowi. Właściwie nie wiem dlaczego  ludzie postępujący niewyobrażalnie dla innych mają mieć chory rozsądek? Czyż nie lepiej nazwać tych, którzy nie potrafią zrozumieć innych - ograniczonymi? Nigdy nie rozumiałam tego powiedzenia, nigdy nie umiałam przyjąć za właściwe tego, co większość uważa za słuszne, tego, co sprawdzalne, wyliczalne i przewidywalne. My nie jesteśmy wyliczalni, zupełnie nie dajemy się przewidzieć, prawda? Przecież przepowiadali nam rychły koniec, a tymczasem okazało się, że ten pierwszy rok był najgorszy. Ten pierwszy, zakochany rok. Teraz płomienie ucichły, zestarzeliśmy się trochę i przyzwyczaili. Nie, to nie jest złe, takie przyzwyczajenie, taki spokój. Może wraz z wiekiem człowiek właśnie marzy o czymś cichym i bez fajerwerków? Taka codzienna miłość, taka zwykła, dobra i ciepła.  Z puchatym kocem na kanapie (Widziałam taki cudny w jednym sklepie, drogi bardzo, ale już wiem, że to jest właśnie nasz koc. Będzie leżał na kanapie, cieplutki i milusi, żebyśmy nie zmarzli jak przytuleni, będziemy czytać, a może klikać w klawiaturę?), gorącą herbatą na nocnym stoliku i codzienną gazetą. Nuda prawda? Czy można marzyć o nudzie? Czy to normalne, żeby marzyć o nudzie i nie móc się tej nudy doczekać? Nie, to nie może być normalne, logiczne i przewidywalne. Zdecydowanie nasz rozsądek nie jest zdrowy. No trudno, jak już coś ma nam dolegać, to wolę ten rozsądek niż jakieś, nie daj Boże, choróbsko. W końcu zawsze można powiedzieć, że to nie jest zaraźliwe.

Patrzę przez okno i tak sobie myślę o nas, o zimie i Świętach. Dobrze, że są takie kolorowe i radosne. Nawet kiedy człowiek pochyli się nad swoim życiem, to i tak nie może być smutny. To przez te Święta i zimę. Nie lubię zimy, bo zawsze wtedy marznę. Jakoś tak krew mi już nie krąży tak szybko jak dawniej. Marzną mi ręce i stopy, a w nawyk wszedł mi już termofor (ten od Ciebie) i ciepła herbata, ciągle wylewana i robiona na nowo, bo przecież letnia herbata w kubku nie może tak cudnie ogrzać rąk. Tak, w pewnym wieku wszystko się zmienia. Nagle przestają przeszkadzać zmarszczki, które jeszcze niedawno spędzały sen z powiek, a fałdki tu i tam przestają być zmorą kolejnego dnia. Przecież nie wiadomo ile nam jeszcze tych dni zostało. Dzisiaj rozśmieszyła mnie lekarka. Wysyłała mnie na badania, bo te lata, które nam uciekły, gdzieś przecież muszą się odbić. Szkoda, że odbijają się na nas, ale cóż, płaci się za grzechy młodości dopiero wtedy, kiedy nabierze się rozsądku. Ech, ta niewyuczalna młodzież, najmądrzejsza na świecie i mająca zawsze rację. Cóż my wiemy o życiu, stare pruchna pamiętające czasy strajków w akademikach i kartek na cukier. Przecież ja nawet nie wiedziałam jak wygląda owoc kiwi czy avocado. Zjadłam kiedyś ze skórką, bo myślałam, że tak się to je... Nie smakowało...

Ale ja chciałam o tej lekarce, młodszej chyba ode mnie, a może w moim wieku. Powiedziała do mnie: „Pani jest jeszcze młoda...” Wtedy dopiero poczułam się staro. Tak, jakby właśnie ona, zupełnie obca kobieta, zarzuciła mi na ramiona wszystkie te nasze lata, kiedy starzeliśmy się razem. No cóż, może to dobrze czasem zdać sobie sprawę z upływającego czasu, ciała odmawiającego posłuszeństwa, myśli coraz częściej wracających do przeszłości i problemów, które wciąż przynosi nam życie. Teraz możemy spokojnie pozwolić sobie na mówienie prawdy w oczy, na odwagę własnego zdania, nawet jeśli ten nasz rozsądek nie jest zdrowy. Przecież nie chcemy ludzi. Ależ to brzmi przewrotnie, prawda Kochany? Nie chcę owijać w bawełnę, nie chcemy ludzi, którzy są poukładani inaczej. Szkoda dla nich naszego czasu. On upływa, mijają pięciolecia, potem zaczną uciekać nam dziesięciolecia, szkoda czasu, trzeba skupić się na przyjemności spotykania ludzi z chorym rozsądkiem, takim jak nasz. Oni potrafią nas zrozumieć, wnieść coś w nasze życie, wzbogacić, dać radość...

Znowu gdziś mnie poniosło, chyba zapomniałam jak się pisze listy. Wciąż skrótowo, elektronicznie, a życie mija...

 Chciałam napisać Ci Kochany, że znowu idą święta i właśnie jest grudzień. Ten „nasz” grudzień, a ja wciąż nie lubię zimy. Nadal jestem niekonsekwentna, bo przecież kocham Święta, choinkę i te kiczowate, wszędzie mrugające światełka też kocham. Na dodatek nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez śniegu. Tak, zdecydowanie z moim rozsądkiem nie jest najlepiej. Tyle, że teraz nie przeszkadza mi to zupełnie. Dobrze tak poczuć się wolną i całemu światu życzyć takiej wewnętrznej duchowej wolności. Niech będą szczęśliwy wszyscy ci, którzy chcą być szczęśliwi.

Bo my razem jesteśmy szczęśliwi prawda?