W górę

Z nadzieją za pan brat

CÓŻ ZA RANEK

do szklanych bram puka szansa
blaskiem zrodzona o świcie
szeptem rozchyla firanki
sennych opowieści

jeszcze pięć minut
proszę

nadaremnie

pieszczoty coraz pewniej
osiadają na powiekach
wtulonych w dłonie
rozmazanym obrazem

poddaję się
ryzykuję na jedno
i ze zdziwieniem
drugie idzie jego śladem

masz rację
tak będzie lepiej

i wstaję
by swojej skosztować