kuchnia - o jedzeniu
Lubię jeść. Tak, to chyba najlepszy początek. Właściwie nigdy nie próbowałam pisać na ten temat, ale kiedy otrzymałam propozycję, zaczęłam się mocno zastanawiać. Przecież to, że lubię jeść, a jedzenie nie jest tylko koniecznością, ale przede wszystkim ogromną przyjemnością, upoważnia mnie do tego, by spróbowac na ten temat pisać. To nieprawda, że ludzie, którzy lubią jeść są otyli. Prawdziwi smakosze nie zjedzą byle czego, potrafią godzinami gotować aby spróbować potrawy, na którą mają ochotę. Niezmiennie potrafią zapłacić krocie za deser, bo jeśli wpychać w siebie kalorie to niech będzie to „niebo w gębie” a nie byle wafelek, pączek czy lody „Bambino”. No tak, tych lodów to pewno już w Polsce nie ma...
Wbrew pozorom, ludzie którzy lubią jeść są szczupli i pełni radości życia. W końcu codziennie czeka na nich cała tęcza smaków i cudownych odczuć bowiem jedzenie bezsprzecznie wiąże się z ludźmi. Najlepiej smakują potrawy w dobrym towarzystwie przyjaciół, którzy sprawiają, że rozmowa jest interesująca a potrawy wydają się jeszcze smaczniejsze.
Mieszkam w Stanach Zjednoczonych od jedenastu lat. Tak jak każdy emigrant, nie mogłam przyzwyczaić się do kuchni i zwyczajów żywieniowych innych mieszkających tu nacji. Właściwie każdy człowiek, jakiejkolwiek narodowości, potrafi znaleźć tu swoje sklepy, swoją kuchnię i produkty sprowadzane ze swego rodzinnego kraju. Każdy może czuć się jak u siebie, choć często za cenę drożejącej w zastraszającym tempie benzyny i czasu spędzonego za kierownicą.
W miarę upływu czasu nauczyłam się mrozić chleb, by starczyło go na dwa tygodnie, metodą prób i błędów znaleźć odpowiednią mąkę bez dodatku kukurydzy i innych „cudów” amerykańskiego przemysłu spożywczego. Powoli moje smaki zmieniały się, akceptując inne przyprawy, inny sposób przyrządzania potraw i zwyczaje żywieniowe. Nie, nie zrezygnowałam z kuchni polskiej, przede wszystkim dlatego, że moje dzieci „pluły na kilometr” wszechobecnymi w szkolnym bufecie smażonymi kurczaczkami i frytkami. Brzmi to jak bajka, ale niestety, mam „normalne” dzieci. Wystarczyły dwa lata by przyzwyczaiły się do tych smakołyków:-) Mimo to, zwyczaje domowej, polskiej kuchni, z pierogami, rosołem i schabowym, niezmiennie panowały i panują w moim domu.
Jedenaście lat to jednak wystarczająco długo dla smakosza, by poznać to, co nowe, polubić lub odrzucić smaki i przyprawy do tej pory nieznane. Z przyjemnością obserwowałam Amerykanów tych rdzennych i tych przyjezdnych z wszystkich stron świata. Z ciekawością próbowałam wszelkich nieznanych mi potraw, zwiedzałam nieznane mi restauracje i kawiarnie szukając najlepszego miejsca na pogawędki z przyjaciółką i niezapomniane wrażenia kulinarne. Jeśli znajdą się czytelnicy, którzy zechcą czytać o moich subiektywnych wrażeniach, ten tekst będzie początkiem serii opowiadającej o życiu i zwyczajach żywieniowych Amerykanów oraz o moich ulubionych restauracjach, pubach i kawiarniach. Jak zapewne wszystkim wiadomo, nie ma smaków i wrażeń obiektywnych. Nie ma prawdy obiektywnej i nikt nie ma na nią monopolu. Dlatego wszystko, co napiszę będzie moim subiektywnym zdaniem. W tym kraju, wszystko może się zdarzyć i każdy znajdzie to, co najbardziej lubi. Nie jest prawdą, że czegoś tu nie ma, a w Europie jest. O ile nie chodzi o architekturę czy przyjaciół wychowanych na takich samych bajkach. Tego nie da się znaleźć nigdzie na świecie:-)