"Oto pokój mojego dzieciństwa, który ustawiam ciągle na nowo i który ciągle umiera. Wraz z lokatorami zresztą. Oni wszyscy powtarzają w nieskończoność swoje czynności, odcięte jak na kliszy na wieczność."
(Tadeusz Kantor)
Myśli wciąż na nowo uporczywie kłębią się wokół teatru Cricot 2 i Tadeusza Kantora. Nigdy nie widziałam go na żywo. Spektakle oglądałam z kasety. Mimo to, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Ten teatr wraca do mnie zawsze, kiedy muszę się zmierzyć ze złymi wiadomościami, kiedy śmierć kogoś bliskiego lub dalszego, przypomina mi o przemijaniu. Myśli oplatają mnie i nie pozwalają zapomnieć ani na chwilę. Wracają do mnie jak bumerang...
Chyba tak najbardziej powraca do mnie przedstawienie pt. "Wielopole, Wielopole" (rodzinna miejscowość T. Kantora). Jednak wszystkie spektakle Kantora są podobne, bo to jego dzieło, dzieło jego wnętrza. Przedstawienia Kantora oglądałam wiele razy, za każdym razem na nowo odkrywając, a właściwie przeżywając. Zbyt dużo niedopowiedzeń, symboli, zbyt duży ładunek informacji jak na jedno przedstawienie. To ciąg obrazów przesuwających się raz szybciej, raz wolniej. Ludzie i manekiny na równych prawach na scenie. Właściwie nie wiadomo czy manekiny są ludźmi czy ludzie manekinami. Wszyscy są tacy sami... A jeszcze muzyka tak różna i tak przejmujaca w "Wielopolu..." Nie da się pozostać obojętnym, kiedy dźwięki przechodzą od podniosłego Psalmu 110 i Sonaty h-mol Chopina do piosenki "My pierwsza brygada". Muzyka buduje takie napięcie, że czasem aż boli, irytuje czy złości...
U Kantora nie ma normalnych dialogów. Postaci wypowiadają jakby bezsensowne słowa. Pamietam, że w "Wielopolu..." dwaj mężczyźni powtarzali ciągle, że kogoś tam nie ma... Pamiętam moment, kiedy na scenę wjechał aparat fotograficzny, taki duży, jak za dawnych czasów, z czarnym płótnem pod którym krył się fotograf robiący zdjęcie, z tym, że zamiast obiektywu, z aparatu wystawał karabin maszynowy. Pchała "to coś" taka zgarbiona i wykrzywiona w złym uśmiechu kobieta. W pokoju na łóżku leżał zmarły otoczony rodziną. Kobieta podjechała do nich z tym "aparatem", ustawiła naokoło łóżka zmarłego wszystkich obecnych, całą rodzinę, tak jak się ustawia do zdjęcia. Potem głośna seria z ckm-u. Ale nikt nie upadł. To widma! Oni wszyscy już nie żyją... Dopiero w tym momencie staje się jasne, dlaczego manekiny i żywi aktorzy mają tak samo trupioblade twarze, wykrzywione w dziwnych grymasach. Dlaczego te powtarzające się słowa, że kogoś tam nie ma a on przecież jest. Gdzie jest? No tak, jest w czyjejś pamięci. Ale w czyjej??? Na scenę wchodzi Kantor, zaczyna ustawiać sprzęty, przestawiać, ciągle niezadowolony z efektu, jakby zawsze coś leżało nie na swoim miejscu... Tak, to pamięć Tadeusza Kantora. Jego rodzinny dom. Nawet groteskowa scena ślubu, kiedy para młodych wypowiada swoje imiona i nazwiska (to imiona i nazwiska rodziców Kantora) na to wskazuje. Wszystko takie dziwne, szare i brzydkie... To podróż w przeszłość, podróż do krainy dzieciństwa... Wtedy zrodził się we mnie bunt! Dlaczego to nie jest piękne, kolorowe, sielskie i anielskie??? Nie, nie mogło takie być. Zrozumiałam to dopiero oglądając spektakl któryś raz z rzędu.
Kantor chce zatrzymać czas... Czas, który minął bezpowrotnie, bo w końcu "Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy". On się buntuje, rozpaczliwie przeciwstawia przemijaniu i śmierci...On nie chce oddac tych wspomnień, trzyma je i próbuje zachować na siłę za wszelką cenę. Nie chce ich oddać zapomnieniu... Tylko to bezcelowe. Ta walka z góry jest skazana na przegraną... Natrętne myśli powracają, pamięć płata figle. Nie chce wymazać tych złych wspomnień. Pokój nigdy już nie będzie taki sam jak wtedy, bo w końcu gdzie tak naprawdę leżały poszczególne sprzęty? A te dziwne grymasy twarzy? Zapamiętane właśnie w ten sposob... Te czynności powtarzane wciaż na nowo, automatycznie, słowa takie same wypowiadane cały czas... To wszystko przedstawione nie tak jak było rzeczywiście, ale z perspektywy przeżytych lat, doświadczeń. Ten wskrzeszony z martwych, ten wyjęty z pamięci świat, jak impresje na temat, jak mara senna bez koloru. Wydaje się, że Kantorowi udało się to, o co prosił Kochanowski po śmierci córeczki: "Pociesz mię jako możesz, a staw się przede mną/ Lubo snem, lubo cieniem, lub marą nikczemną!" Stawiła się w pamięci Kantora jego cała rodzina, ale walka z czasem, walka z zapomnieniem, bunt przeciwko śmierci nic a nic nie da, bo utrwaleni w pamięci bliscy są tylko koszmarnymi kukłami z zapamiętanym wyrazem twarzy, z gestami, które przez lata wykonywali w ten sam sposób. Odarci z wszystkiego, nawet z pamięci oddającej prawdę, rozpadają się. Ich czas minął. Śmierć zwyciężyła...
* * *
tak łatwo szafować
własnym życiem
być zwolennikiem eutanazji
dawcą organów
piewcą wolności i pozwolenia
na samobójstwo
tak trudno pogodzić się
z odejściem tych
których kochamy
pozwolić by zamienili
swoje istnienie tu i teraz
w grymasy i powiedzonka
dla nich charakterystyczne
ten ruch dłoni
którym poprawiali włosy
ta buta w słowach
przechwałkach i planach
którymi raczyli nas
na co dzień
te cudowne chwile
w których byli szczęśliwi
te i tylko te
wybiórczo zapamiętane
w ludzkiej pamięci
manekiny z twarzą
wykrzywioną grymasem
zmartwienia lub zadowolenia
| Maja Lublin Polska |
wysłano: 12:21,16 listopad 2009
Kiedy zamyka się oczy do snu, dusza zwija się w ciele jak kłębek, pozostawione samemu sobie ciało sprawdza, czy jeszcze istnieje. Wzbudza w sobie wspomnienia, bo każdy wykonany kiedyś gest, każde doznanie zostało przez nie zapamiętane. Ciało ma pamięć absolutną, jego wspomnienia przepadają tylko wtedy, gdy ciało ginie.
— Olga Tokarczuk Moc uścisków __________________ Maja |
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Halszka Naperville USA |
![]() |
wysłano: 5:29,2 grudzień 2009
Pięknie podsumowałaś tę notkę Maju... Bardzo, bardzo Ci za te słowa Olgi Tokarczuk dziękuję...:-)
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Maja Lublin Polska |
wysłano: 15:58,25 styczeń 2010
John Irving
Pamięć jest straszliwa. Człowiek może o czymś zapomnieć - ona nie. Po prostu odkłada rzeczy do odpowiednich przegródek. Przechowuje dla ciebie różne sprawy albo je przed tobą skrywa - i kiedy chce, to ci to przypomina. Wydaje ci się, że jesteś panem swojej pamięci, ale to odwrotnie - pamięć jest twoim panem. __________________ Maja |
| Odpowiedz na ten komentarz |